Miesiąc: Marzec 2013

Kierunek: Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu.

W skrócie:

1. Zapytałem Zarząd Dróg Miejskich o inwestycje, które były opóźnione od 2010 roku i czy zostały wyegzekwowane kary umowny.

2. ZDM nie chciał mi odpowiedzieć z powodu braku „możliwości technicznych”. W myśl rozumienia ustawy takimi mogą być: brak komputera, skanera lub internetu. Zadzwoniłem do ZDM, by zapytać czy mają te rzeczy, powiedzieli, że tak.

3. Napisałem, więc odwołanie z pytaniem jakie to możliwości techniczne powodują, że nie mogą mi tych dokumentów wysłać. Nie odpowiedzieli na to pytanie, po prostu nie wyślą, bo mają dużo pracy. EPIC!

4. Kolejnym (3 już krokiem) było napisanie zażalenia na tą decyzję do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Skorzystałem z pomocy prawnika z Pozarządowego Centrum Dostępu do Informacji Publicznej. Świetni fachowcy, jedni z najlepszych w Polsce dot. Dostępu do Informacji Publicznej.

5. Poszły 3-4 strony A4 odwołania do SKO

6. Dzisiaj otrzymałem odpowiedź, której kompletnie nie rozumiem. Do przewidzenia było, że będzie negatywna, bo walki o dostęp do informacji wygrywa się w Wojewódzkich Sądach Administracyjnych. Nawet prawnik odpowiedzi Samorządowego Kolegium Odwoławczego nie rozumie.

7. Oczywiście będę się odwoływać i sprawa po świętach ląduje w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Poznaniu (koszt 100zł).

Poniżej umieszczam skan dokumentów, które otrzymałem od SKO. Może ktoś z Was to potrafi przetłumaczyć? Nie, bo nie, bez żadnego powodu… Nawet nie odpowiedzieli jaki jest powód techniczny. W ogóle zobaczcie datę: 8.03.2013rok, a dzisiaj doszło pocztą. Niezły mają „poślizg”. Sprawa toczy się już od początku stycznia. Zakładając, że jestem w błędzie i przegram sprawę w WSA, będę pytać o każdą inwestycję indywidualnie. Uważam, za kluczowe dbanie o publiczne pieniądze. Wiem, że najbardziej człowiek się stara o swoje, ale dla mnie pieniądze publiczne wydawane na inwestycje, są dobrem wspólnym i należy o nie dbać jak o swoje.

ZDM

Jesteś przyszłością tego miasta!

Tomek, lat 24. Skończył z dobrymi wynikami III LO w Kaliszu. Świat stał otworem. Dostał się na studia we Wrocławiu. Do Kalisza planował wrócić tuż po skończeniu nauki, chciał zmieniać Kalisz, idealista. Po 5 latach nie wraca… Nie ma do czego…

Marcelina, lat 35. Od lat pracuje jako kasjerka. Ciężka praca, mało uśmiechniętych klientów, ale minimalna krajowa wpada co miesiąc na konto. Kiedyś chciała założyć kawiarnię i zapraszać na kameralne koncerty… Poddała się, gdy rodzina sceptycznie podeszła do jej pomysłu i z miejsca powiedzieli, że w tym mieście jej się nie uda.

Mariusz, lat 55. Z żoną ma 2 dzieci. Oboje tuż po studiach. Prowadzi biznes od 20 lat. Rodzinna firma, za kilka lat planował przekazać wszystko synowi, a dom dać córce. Z żoną mieli wyprowadzić się do mniejszego mieszkania. Syn nie widzi przyszłości w Kaliszu, wyjechał za granicę, córka zarabia całkiem nieźle w Warszawie. Korporacja ją wciągnęła, w Kaliszu miałaby 3 razy mniej. Mariusz zamyka biznes, sprzedaje dom, wyjeżdża do Warszawy, by być bliżej córki.

Zofia, lat 70. Smutna starsza Pani ma 3 dzieci i 5 wnuków. Jeszcze 10 lat temu odwiedzali ją co niedzielę i przy obiedzie dzielili się swoimi radościami i troskami. Razem szli przez życie i pomagali przy organizacji charytatywnych zbiórek. Teraz odwiedzają Kalisz na święta i czasami w wakację. 2 dzieci za granicą, jedno na drugim końcu Polski, pracuje od rana do wieczora.

Kalisz

 

Co łączy te wszystkie osoby? Wszystkie planowały swoje życie w Kaliszu. Tutaj się urodziły i chciały zestarzeć. Niejednokrotnie robiły naprawdę dużo dla lokalnej społeczności… bezinteresownie. Z różnych powodów poddały się, albo znalazły atrakcyjniejsze miejsce na ziemi.

Wyobraź sobie, że Tomek wrócił do Kalisza i pomagał w Domu Dziecka. Marcelina założyła swoją kawiarnię, koleżanki ją mocno zachęciły, bo widziały, że w innym mieście się komuś udało. Dzisiaj robi koncerty, na których promuje młode, wschodzący gwiazdy. Mariusz nie zamknął biznesu, jego syn uczy się jak prowadzić firmę. Córka wróciła i z pomocą taty otworzyła swoją firmę, odziedziczyła dom i założyła rodzinę. Zofia co tydzień szykuje niedzielne obiady, codziennie odbiera wunki z przedszkola i szkoły.

Mijasz ich na ulicy. Są w Twojej szkole, kościele, sklepie. W Biedronce, razem stoicie do kasy. Osoby, które chcą założyć rodzinę i zestarzeć się w Kaliszu.  Swoimi decyzjami wpływasz na czyjeś życie, wpływasz na życie tego miasta. Drobny kamyczek może poruszyć lawinę.
Na myśl przychodzi mi tutaj Tomasz Jeżyk, człowiek orkiestra. Mam ogromny zaszczyt pomagać mu współtworzyć Wielkanoc i Wigilię na kaliskim rynku – charytatywne spotkania dla Kaliszan. Gdy poznałem Tomka, zdałem sobie sprawę, że ten mały kamyczek, który On wkłada do Kalisza porusza lawinę. Nie dość, że pomoc płynie do dzieci to jeszcze Kaliszanie jednoczą się dookoła tak wspaniałej sprawy. Tych kamyków jest więcej!

Każdy z nas ma jakiś talent! Ciasto, które upieczesz sąsiadce Zofii,  uśmiech, którym obdarzysz Marcelinę w markecie, dobra rada dla Mariusza, czy wsparcie dla Tomka, mogą zmienić czyjeś życie. Jesteś przyszłością tego miasta! Czy tego chcesz czy nie, to Twoje decyzje mają wpływ na przyszłość moich i Twoich dzieci. Będą nam kiedyś dziękować, albo będziemy zawstydzeni siedzieć przed ekranem telewizora, myśląc, że mogliśmy zrobić tyle rzeczy…

Chciałbym Cię dzisiaj zachęcić, byś się nie poddawał! Jakiekolwiek marzenie nosisz w sercu, nie poddawaj się! Są ludzie, którzy w Ciebie wierzą, którzy Ci kibicują. Kalisz potrzebuje Twojego entuzjazmu, pasji i Twoich rąk, żeby budować to miasto, kamyk po kamyku. Ostatnio udało nam się wywalczyć 250.000zł na remont Mostu Kamiennego. Ktoś może powiedzieć niewiele, ale dla mnie to sukces niemalże roku. Nie z powodu kwoty, ale z powodu zaangażowania mieszkańców. 2651 mieszkańców podpisało petycję do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Przekroczyło to moje najśmielsze oczekiwania. Przyznam, że 5 razy zmieniałem cel w zebraniu podpisów. Na początku marzyłem o 100, później 500, 1000 przekroczyło w ciągu 24 godzin… Później 2000 i 2500. Przy 2651 zamknąłem petycję, gdy przyszła odpowiedź pozytywna.

Cokolwiek robisz, gdziekolwiek jesteś i jakiekolwiek masz plany… Kalisz potrzebuje właśnie Ciebie! I pamiętaj! Jesteś przyszłością tego miasta!

PS: Jeśli podobał Ci się wpis, proszę, podziel się z innymi. Możesz również polubić na facebooku. Dziękuję.

 

Jak zabrać każdemu mieszkańcowi 10zł tłumacząc, że to podwyżka za wodę?

[pullquote style=”left” quote=”dark”]”Udowodniliśmy, że… nie potrzebne były również wzrosty za ścieki i wodę…” – Radosław Kołaciński (Platforma Obywatelska Kalisz).  2010r. , tuż przed wyborami. [/pullquote]

W tym krótkim wpisie przedstawię, jak miasto może zebrać 1.000.000zł dodatkowego podatku, o który nikt nie zapyta. Po zimie przychodzi wiosna, a na początku wiosny podwyżka opłat za wodę i ścieki. Co roku ten sam argument: „większe koszty ponoszone przez spółkę.” Nie miałbym nic przeciwko, w końcu jeśli nie bezpośrednio w opłatach za wodę, to trzeba byłoby podnieść inne podatki, gdyby nie to, że…

Prezes Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji mówi, że PWiK nic na nas nie zarabia. Otóż Prezes mówi tylko część prawdy, zapomina dodać, że np: w roku 2011 PWiK przyniosło zysk netto w kwocie 1 294 293,49 zł. 
Oznacza to, że z każdego litra zużytej wody płacimy dodatkowo małą część jako podatek. 

 Co stało się z tymi pieniędzmi?

1.000.000zł otrzymało miasto Kalisz, jako właściciel spółki. Średnio 10zł od mieszkańca. 

Pozostała kwota 294 293,49zł została przeznaczona na zwiększenie kapitału zapasowego i Fundusz Socjalny spółki.

Cena za m3 wody wzrośnie o 14groszy, a ścieków o 38 groszy. Podwyżka niby nie znaczna, ale warto sobie przypomnieć jakie były przez ostatnie lata.

 Kalisz 10zł podatki

 

Wiceprezydent Kalisza na urlopie…

Prezydent Janusz Pęcherz wysłał na urlop swojego 1 zastępcę, wiceprezydenta Daniela Sztanderę. Ma to związek z zarzutami i wyrokiem (nieprawomocnym), za sprawy gospodarcze, gdy Daniel Sztandera był jeszcze przedsiębiorcą. Więcej tutaj.

Z mojej perspektywy prezydent postąpił słusznie. Urlop do wyjaśnienia sprawy. Jeśli wiceprezydent zostanie skazany prawomocnym wyrokiem sądu, wtedy zapewne zostanie zwolniony z pełnienia swoich funkcji. W przypadku, gdy zostanie uniewinniony (tak było podczas 1 rozprawy), wtedy wróci do pracy. Mi pozostaje współczuć wiceprezydentowi. Winny czy niewinny, system sprawiedliwości powinien osądzić w szybkim czasie. Tymczasem sprawa ciągnie się latami.

Z punktu widzenia Samorządnego Kalisza to chyba również dobra decyzja. Dowiedziałem się, z jednego źródła, że sytuacja była nerwowa i zdania były podzielone. Część chciało zwolnienia wicperezydenta, reszta całkowicie, żeby przemilczeć sprawę. Chyba znaleziono kompromis, który jest dobry i dla stowarzyszenia jak i dla miasta.

[message type=”success”]Co myślicie o takiej decyzji? Zapraszam do dyskusji poniżej.[/message] 

W obronie Kościoła Katolickiego – Kalisz.

Kościół Katolicki Kalisz
Miarka się przebrała. Takich pomyjów wyrzucanych przez anonimowych użytkowników internetu dawno nie czytałem, w których „chłopcem do bicia” zostaje Kościół Katolicki. Zawsze uczono mnie, gdy ktoś nie może się bronić sam, by stanąć w jego obronie. No to to dzieła!

Sprawa pojawiła się dzisiaj. Na stronie www.kalisz.naszemiasto.pl umieszczono relację dotyczącą kaliszanki, która twierdzi, że ksiądz, który wydawał paczki z jedzeniem powiedział, że nie będzie ich otrzymywać, bo żyje bez sakramentów i nie przyjmuje kolędy. Relacja dziennikarzy jest obszerna, bo zawiera i odpowiedź kościoła, którą cytuję: „Osób, które żyją bez sakramentów, nie przyjmujących w domach księży, jest wiele wśród 150 rodzin korzystających z pomocy żywnościowej – mówi ks. Jacek Plota. – Nigdy jednak nie mogło być takiej sytuacji, że ktoś usłyszał: Żyjesz bez ślubu, to paczki nie dostaniesz…” + „Proboszcz zapewnia, że jeśli Agnieszka S. udowodni, że nadal mieszka w parafii, może starać się o pomoc.” + „Kryterium decydującym o tym, czy dana osoba otrzyma pomoc, jest jej trudna sytuacja materialna, a nie jej moralność – ucina wątpliwości ks. Grześniak. – Z tego powodu nikt nie jest dyskryminowany.”

Kościół Katolicki KaliszPo 1 w moim przekonaniu to, gdybym dostawał jakąś pomoc, musiałbym wziąć pod uwagę, że będę musiał przystawać na warunki. Pierwszy lepszy przykład z brzegu. Gdy podchodzi do mnie pijany jegomość i pyta o 2zł na jedzenie, to nigdy nie daję, proponuję w zamian, że kupię coś ciepłego do jedzenia, albo chociaż jakieś kanapki. Ponad 50% z nich odmawia i odwraca się na pięcie. Po co o tym piszę? Ano po to, że też mógłby mnie ktoś skrytykować: „Dawid, nie dałeś mu 2zł, bo uważasz, że to pijak, a powinieneś dać każdemu i już…” No tak, ale tego nikt nie zrobi. Gdybym był jednak księdzem, to miałbym sztylet w plecy na dzień dobry przy kolejnej dyskusji pod artykułem. Reasumując, skoro KK rozdaje pomoc, ma prawo wymagać przestrzegania zasad. Podobnie większość noclegowni nie przyjmują bezdomnych, którzy są pijani.

Po 2, kobieta nie przyjmuje kolędy, nie kontaktuje się z parafią. Należy, więc przypuszczać, że nie należy już do parafii, a dary są przyznawane mieszkańcom należącym do parafii. Może i dziwny wymóg, ale znowu, jeśli coś mam i chcę komuś coś dać, to mam prawo decydować w jaki sposób i na jakich warunkach.

Po 3, dary pochodzą ze środków z UE oraz od darczyńców. Kościół ma obowiązek wydawać dary w dobry sposób, w innym wypadku mógłby być posądzony o rozdawnictwo. Stąd też reakcja, by sprawdzić, czy osoba ta należy do parafii.

Kościół Katolicki KaliszProblem jest szeroki. Kościół zazwyczaj się nie broni, więc jest łatwym celem ataków wszelkiej maści lewicowych działaczy i tych, którzy z zawodu stali się krytykami KK za cokolwiek. W tym wypadku nie rozumiem tego podejścia. Pani Agnieszce współczuję, że znalazła się w takiej, a nie innej sytuacji. Podejście natomiast „bo mi się należy” jest przejawem niewdzięczności. Chyba o wiele lepiej jest powiedzieć szczerze: „nie mam dużo, potrzebuję żywności, nie przestrzegam może wszystkich zasad i nie należę do parafii, ale potrzebuję pomocy.” Gwarantuję, że nikt, kto ma serce, w tym przypadku nie odmówi. Na potwierdzenie polecam przeczytać wypowiedź księży, którą zawarłem na początku.

Jak zwykle zapraszam do dyskusji.

Ściśle tajne.

Dostęp do Informacji Publicznej traktuję jako jedno z podstawowych praw, które daje mi konstytucja. Niemal wszystko, co dotyczy urzedów jest informacją publiczną. Tymczasem osoby tam pracujące, często zachowują się, jakby strzegli informacji ściśle tajnych. Wiele osób zadawało mi w ostatnim czasie pytania, dlaczego wysyłam tyle zapytań do urzędów? Z kilku powodów:

Ściśle Tajne
Po 1 pomaga mi to oceniać działania władzy i na ile mam możliwość to podsuwać wskazówki, pomysły.

Po 2 jest to pośrednio, sprawowanie kontroli obywatela nad wydawaniem pieniędzy publicznych, czyli takich, które wędrują z Naszych Portfeli > Kasa Miasta.

Po 3 sprawia mi to niesamowitą frajdę, gdy mogę analizować decyzje, przyglądać się wydatkom i uczyć się dzięki temu.
Po 4 biurokracja  przekroczyła wszelkie limity. Obywatel musi przestrzegać prawa co do joty, tak więc, moje zapytania i prośby, by urzędy trzymały się ustawowych terminów są niejako próbą wprowadzenia normalności w naszym kochanym mieście.

Po 5 i ostatnie, jest to nacisk, by urzędy zgodnie z ustawami publikowały informacje w internecie. W ostatnim czasie Najwyższa Izba Kontroli zrównała z ziemią niektóre urzędy za brak informacji w internecie. Urzędnikom się nie chce, zasłaniają się dodatkowymi obowiązkami i często nie rozumieją, że przejrzystość podejmowanych decyzji ma najwyższą wagę.

Kalisz PublicznieNa koniec dodam, że spotkałem się kilka razy ze stwierdzeniem, że moimi pytaniami blokuję pracę urzędów. Zadaję od 2-10 pytań miesięcznie, w 99% bardzo krótkich i łatwych do odpowiedzi. Zdarzają się dość duże sprawy, głównie dotyczące finansów miasta. Przyjąłbym do serca tłumaczenie blokowania urzędów dodatkową pracą, gdyby nie to, że zdarza mi się osobiście stawiać przed urzędnikami. Spoglądając na salę/pokój, w którym zasiadają, mam wrażenie, że kawa + pogaduchy z kolegami z pracy są ważniejsze niż służba obywatelowi. Rzecz jasna, są wyjątki.

Stąd też, bez skrupułów zadaję pytania i liczę na dotrzymywanie ustawowych terminów, a w dłuższej perspektywie czasu na umieszczanie tego online, tak by każdy mógł zapoznać się z decyzjami rządzących oraz urzędników. Kto wie? Może za kilka lub kilkanaście lat będzie to normą, by obywatel był informowany o podejmowanych decyzjach?

 

Poseł vs Wiceprezydent

Cała sprawa zaczęła się, gdy poseł Adam Rogacki (PiS) zapytał wiceprezydenta Dariusza Grodzińskiego (PO) o kwotę za jaką zostaną wykonane badania dot. planu transportowego KLA. Wiceprezydent podał kwotę 24 tys. (z głowy), następnego dnia po sprawdzeniu w dokumentach ta kwota została skorygowana i wynosiła 39tys. zł. Co w tym dziwnego? Ano to, że jeden z internautów sprawdził firmę, która wygrała i okazało się, że właściciel był powiązany z PO. Zrobiła się afera i walka rozpoczęła się na dobre.

Kalisz polityka
Runda 1:

Życie Kalisza opublikowało na 1 stronie wielki artykuł dot. „załatwiania zleceń dla kolegów wiceprezydenta”. Mocno naciągany tytuł, ale gazeta ma się sprzedać, a nie opisać w 100% prawdę.

Kalisz politykaRunda 2:
Poseł Adam Rogacki robi konferencję, na której pyta o wydatek w wys. 39 tys. zł i inne zlecenia za ostatnie 2 lata.

Kalisz politykaRunda 3:
Wiceprezydent odpowiada. Pokazuje dokumenty, mówi o tym, że wybrano najtańszą ofertę ze złożonych, a właściciela firmy nie znał i nie wiedział, że był związany z PO.

Kalisz politykaRunda 4:
W magiczny sposób kilka dni później, dowiadujemy się, że biuro poselskie PiS ma nieuregulowany dług na kwotę 2 tys. zł za wynajem autokaru od PKS z kwietnia 2012. Ponaglenie zostało wysłane w lipcu, a kolejne (UWAGA) 27 lutego 2013 roku, czyli kilka dni po konferencji posła Adama Rogackiego. Poseł mówi, że fakturę zapłaci, a powodem opóźnienia wskazuje jakieś niejasności związane z tą właśnie fakturą.

W całej sprawie mieliśmy mikro walkę polityczną, przed zbliżającymi się wyborami. Oto wypływa jakaś niekorzystna sprawa, która jest na wpół przekłamana. Opozycja to świetnie wykorzystuje i robi konferencję. By bronić się, wice przedstawia dokumenty i wyciąga królika z kapelusza pokazując długi opozycji. Darzę sympatią zarówno wiceprezydenta Grodzińskiego jak i posła Rogackiego i dziwi mnie to, że rozpoczęli walkę, zamiast ze sobą współpracować. Gdyby chodziło tylko o Kalisz, to może i by współpracowali, ale gdy wielka polityka wkracza na domowe podwórko to walka przesłania wszystko.